niedziela, 6 stycznia 2013

Smutno od rana..

Hejka, to znowu ja :D No to tak: wstałam rano, zjadłam obiad ;p A teraz siedzę na blogu, staram się coś nabazgrać i wycinam babeczki z gazety żeby przykleić je na pudełko :D Słucham muzyki,ale powoli kończą mi się ciekawe nuty. Może ktoś z was ma propozycję ciekawych kawałków? Bez różnicy jaki gatunek muzyczny :) I tak strasznie się nudzę. Później będę musiała usiąść do książek ;/ Jakoś mi się nie pali do tego :D

Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie. 

Miłość jest jak nar­ko­tyk. Na początku od­czu­wasz eufo­rię, pod­da­jesz się całko­wicie no­wemu uczu­ciu. A następne­go dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jed­nak poczułeś już jej smak i wie­rzysz, że będziesz mógł nad nią pa­nować. Myślisz o ukocha­nej oso­bie przez dwie mi­nuty, a za­pomi­nasz o niej na trzy godzi­ny. Ale z wol­na przyz­wycza­jasz się do niej i sta­jesz się całko­wicie za­leżny. Wte­dy myślisz o niej trzy godzi­ny, a za­pomi­nasz na dwie mi­nuty. Gdy nie ma jej w pob­liżu - czu­jesz to sa­mo co nar­ko­mani, kiedy nie mogą zdo­być nar­ko­tyku. Oni kradną i po­niżają się, by za wszelką cenę dos­tać to, cze­go tak bar­dzo im brak. A Ty jes­teś gotów na wszys­tko, by zdo­być miłość.


 Żad­na wiel­ka miłość nie umiera do końca. Możemy strze­lać do niej z pis­to­letu lub za­mykać w naj­ciem­niej­szych za­kamar­kach naszych serc, ale ona jest spryt­niej­sza – wie, jak przeżyć. 

 Do­piero późną nocą, przy szczel­nie zasłoniętych ok­nach gry­ziemy z bólu ręce, umiera­my z miłości. 

 I choćbym chciała żeby było dobrze to tak nie będzie. Choćbym się starała ze wszystkich sił to i tak to spier*ole. Dlaczego?? Nie wiem.. To chyba jakaś pieprzona skaza, jakiś ubytek we mnie. Sama nie wiem co robię źle..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz